Życie na co dzień i czasami nie.
Skopiuj CSS
niedziela, 21 października 2012
E na FB
Poniższy blog jest martwy jak gwóźdź w drzwiach, ale autor jeszcze dycha i można go śledzić na FB, byle nie natarczywie.

Nie podam dokładnego adresu, ale można mnie znaleźć.
Kita Hiroshima
piątek, 19 października 2012
czwartek, 11 października 2012
Wrześniowe Sapporo

Wrześniowe Sapporo
piątek, 11 marca 2011
Wielka woda

Zaczęło się niewinnie. Ja przed komputerem przy pracy, Akiko w pokoju przy pakowaniu, gdy trochę mną zatrzęsło, nie bardziej niż przeciętnie. 

- Jisho! - wykrzyknąłem, myląc trzęsienie ziemi, czyli Jishin ze słownikiem i podreptałem do pokoju, do telewizora. Po drodze trzęsło mną coraz mocniej, ale mieszkamy na pierwszym piętrze teraz, więc budynek właściwie tylko trochę trzeszczał i nawet się nie chwiał za bardzo.

W telewizji zaczęły się pojawiać pierwsze komunikaty i reportaże z miejsc dotkniętych trzęsieniem, by po chwili zupełnie zastąpić jakiekolwiek inne programy. Pierwsze doniesienia wyglądały na poważne, ale nie wykraczające poza to, co już widziałem. Trzęsące się obrazy z kamer widokowych, rozchwiane sceny ze stacji telewizyjnych, gdzie kamera jest zawsze pod ręką, ujęcia z rozbitymi butelkami w sklepach itp.

Nawet pierwsze ostrzeżenia o nadchodzącej fali tsunami nie były alarmujące - kilkadziesiąt centymetrów, tylko, że bardzo szybko uaktualniono je najpierw do kilku metrów, a później nawet do dziesięciu.

Zapewne wielu osobom zabrakło czasu, by się ewakuować, pierwsze fale przyszły może dziesięć czy piętnaście minut po trzęsieniu. Ale trudno jest oglądać na ekranie telewizora zdjęcia z helikopterowej kamery pokazujące maciupeńkie samochody jadące na spotkanie nadchodzącej śmierci i nie krzyczeć - zawracajcie, gdzie jedziecie! Trudno jest oglądać brudną, pełną zebranego po drodze żniwa pni, dachów, samochodów i wszystkiego innego falę pochłaniającą po drodze kolejne domy i pola, przelewającą się ponad drogami, odcinającą ostatnią szansę ucieczki.

I chociaż trzeba, trudno jest po tym wszystkim pójść jak co dzień do pracy, przejechać jak zwykle metrem, rozmawiać o niczym ze uczniami i zjeść zwykłą kolację, ze świadomością, że gdzieś tam niedaleko w przeciągu kilku minut zginęło kilkadziesiąt, czy kilkaset osób, a tysiącom ich zwykły, codzienny świat zmył się z wielką wodą.

wtorek, 14 sierpnia 2007
Gorąco
Przede wszystkim, od dłuższego czasu nic nie piszę, bo się przenoszę, a raczej noszę z myślą o przeniesieniu pod inny system. Jak to w końcu zrobię, dam znać. Z nowości mamy niewiele. Przede wszystkim i nas dopadła fala gorąca. Po deszczowym lipcu i takimż początku sierpnia nagle zrobiło się ponad 30 stopni, bodajże wczoraj osiągając rekordowe tutaj 34 stopni. Jutro zaś wybieramy się do Shiretoko - jednego z trzech w Japonii miejsc Światowego Dziedzictwa Natury według UNESCO. Jak będzie - zobaczymy.
wtorek, 17 lipca 2007
Czerwone porzeczki w parku Yurigahara
Operatorem kamery raczej nie zostanę, ale co nieco widać i co nieco słychać. Porzeczki były kwaśne, ale kto by tam narzekał, jak cud, że w ogóle były.
Video thumbnail. Click to play
Kliknij, żeby obejrzeć
poniedziałek, 16 lipca 2007
Saku Rambo
Sakuranbo to wiśnie, czyli czereśnie. W każdym razie owoce. Poczyniłem w owym wiśniowym sadzie niezłe szkody, a do domu dowieźliśmy dalsze pięć kilo owocu. Najdroższe pięć kilo czereśni w moim życiu - lekką ręką ponad dwieście złotych! Szkodnik ze mnie.
sobota, 14 lipca 2007
jak makiem zasiał

a poppy corner, originally uploaded by estiej.

Ktoś by pomyślał, że to Polska, a to Sapporo.
Tydzień temu odwiedziłem ten park przy okazji małżeństwa Łukasza i Caroliny, więc dzisiaj specjalnie pojechałem tam jeszcze raz, pstryknąć parę fotek dzikim makom

piątek, 13 lipca 2007
W lipcu jak w garncu
W Polsce zimno i pada? Nic się nie martwcie, w Japonii też. Temperatury jak z wiosny, jak w południe da się założyć krótki rękawek, to wieczorem już trzeba się wbić w sweter. I chociaż zaopatrzyłem się w nowe ubrania letnie i drugi wiatrak, na razie nie bardzo są potrzebne. Może to globalne ocieplenie jednak nie nadejdzie?
sobota, 07 lipca 2007
Tom & Shiyo & Uyu

Tom & My sons, originally uploaded by parselmouth921.

W czerwcu spotkałem się z moim uczniem z Kobe, który zwiedzał Sapporo i okolice ze swoimi dziećmi

piątek, 06 lipca 2007
Dlaczego nie zostanę Harry Potterem
Na magię nie mam szans, co najwyżej na charłaka, a wszystko przez małą saszetkę z sosem z bazylii, którym miałem sobie pokropić pizzę. Zwykle takie plastikowe saszetki mają z boku nacięcie umożliwiające otwarcie zawartości bez użycia ostrych narzędzi. Japończycy jak zwykle poszli dalej i wyprodukowali plastik, który w teorii nie wymaga nawet nacięcia. Nazywa się to cudo MagicCut i powinno da się otworzyć gołymi rękoma. Niestety, nie moimi. Wszystkie nadzieje na zostanie czarodziejem prysły - nie mam w sobie ani krztynki magii. No, może jednak jeszcze jest jedna nadzieja - mam po prostu dwie lewe ręce.


MagicCut w akcji
czwartek, 05 lipca 2007
Japońskie tango*
W niedzielę mieliśmy spotkanie polsko-hokkaidowskiego stowarzyszenia kulturalnego. O co w tym wszystkim chodziło, tak do końca nie wiem, ale polski udział sprowadzał się głównie do wyrecytowania polskich wierszy. Był Słowacki i Szymborska i Tuwim i Brzechwa, natomiast mi od dłuższego czasu chodziły po głowie słowa, które choć japońskie, czasem brzmią dziwnie znajomo. I stąd powstał niniejszy wierszyk:


Chociaż japoński
dziwna języka
Swojsko mi w kraju
gdzie BOCIAN (坊ちゃん) SIKA (鹿)

MAMUSI (マムシ) GĘBA (現場)
ALA MA ( あらまあ) KOTO (琴)
Japońskie słowa
znajome CIOTO ( ちょっと) 


Mój kraj jest HEN (変)
Lecz jak nie wypić
kieliszek UOKKA ( ウォッカ)
gdy za premiera
ma się SIUSIOKA? ( 首相 か)

Kiedy wypłatę
z geście ułańskim
oddaję żonie
krzyczy w zachwycie
Sutasin DAI ski ( スタシン 大 好き)

Japoński trudny
wniosek się prosi
lecz w miksie
z polskim
to jaja kosi ( ややこしい)

Jest szansa, że wierszyk zrozumie drobna garstka polskich japonistów, tudzież japońskich polonistów. Teraz więc wyjaśnienie japońskich słów dla reszty z nas:

Tango, czyli Tango - słowo, słowa
Bocian, czyli Boutchan - syn, synek; Sika, czyli Shika - jeleń
Mamusi, czyli Mamushi - żmija jadowita; Gęba, czyli Genba - miejsce, scena (wypadku, przestępstwa itp)
Ala ma, czyli Aramaa! - wykrzyknięcie, coś w rodzaju, o jej!; Koto, czyli Koto - tradycyjny instrument muzyczny
Cioto, czyli Chotto - trochę
Hen, czyli Hen - dziwny, odmienny
Uokka - Wódka
Siusio, czyli Shushou - premier, kanclerz; Ka - pytajnik
Stasinski, czyli Su Ta Shin Su Ki w japońskiej transkrypcji; Daisuki - kochany
Jaja kosi, czyli yayakoshii - skomplikowany, złożony.

Dla Japończyków też mieliśmy tłumaczenie, ale tutaj chyba się bez niego obędzie.



Japonskie Tango, originally uploaded by estiej.

sobota, 09 czerwca 2007
Pan T.
Dzisiaj z serii studenckiej.
Pan T. ma czterdzieści parę lat, żonę i dziecko. Ze mną uczy się angielskiego od mniej więcej dwóch lat, bez większych postępów. Kilka tygodni temu wybrał się do Tokio, do tamtejszego Disneylandu. Wypytałem go o szczegóły pobytu, co robił, co jadł, co mu się podobało, a co nie. Następnie wypytałem się o żonę i jej wrażenia. Na koniec zapytałem o syna.
- Syn został w domu z babcią i nie wie, że byliśmy w Disneylandzie - padła odpowiedź.
W tym tygodniu zaś wybrał się z żoną na Piratów z Karaibów.
- A syn był u Babci? - zapytałem.
- Tak, zgadza się. - odparł pogodnie pan T.
sobota, 12 maja 2007
Homacofobia
W czwartek zadzwonił telefon, odebrała Akiko i po kilku "hai" z jej strony mogłem sobie wyobrazić przebieg rozmowy:
Pan  z Homaca - Przepraszam, czy to pani Takeya?
Akiko - Tak.
Pan z Homaca - Przepraszam, dzwonię z Homaca (takie duże centrum AGD, DIY, RTV itp.).
Akiko - Tak.
Pan z Homaca - Przepraszam, zostawiła u nas pani rower do naprawy, czyż nie?
Akiko - Tak.
Pan z Homaca - Przepraszam, problem z dętką, czyż nie?
Akiko - Tak.
Pan z Homaca - No więc ja strasznie przepraszam, nie byliśmy w stanie znaleźć dziury w dętce. W związku z tym ogromnie przepraszam, ale niezbędna będzie wymiana dętki i opony. Koszt naprawy wyniesie 4400 jenów. Czy decyduje się pani?
Akiko - Przepraszam na chwileczkę.
W tym momencie bowiem Akiko przeżywa konflikt mentalny z jednej strony chcąc być porządną Japonką, która nie sprawia kłopotu, a z drugiej walcząc z właśnie doznanym szokiem cenowym, rower bowiem kupiliśmy za 9 tysięcy pięć lat temu i jego naprawa wyniosłaby więcej niż aktualna wartość rynkowa.
Po krótkim zdaniu mi relacji z rozmowy telefonicznej, upewniam się co do faktów:
Ja - Więc oni chcą czterech tysięcy z kawałkiem za wymianę dętki, w której nie mogą znaleźć dziury?
Akiko - Tak.
Ja - Powiedz im, żeby nas pocałowali w ...
Akiko - Panie z Homaca, przepraszam, odwołujemy zlecenie.
Pan z Homaca - Strasznie przepraszam...

W piątek wybrałem się do sklepu piechotą, odebrałem rower, kupiłem nowy wentyl za 250 jenów, napompowałem koło i pojechałem do domu bez najmniejszego problemu. Tylko cały czas zastanawiałem się, czy panu z Homaca przyszło do głowy, że zrezygnujemy z ich usług na czas bliżej nieokreślony i czy nie lepiej było zaproponować nam jednak wymianę zepsutego wentla zamiast dobrej dętki.
wtorek, 08 maja 2007
Piknik na Okrągłej Górze
Nie wiem, czy Maruyama jest taka okrągła, jak wskazywałaby na to nazwa, ale niczym w arturiańskich legendach wszyscy piknikowicze siedzą sobie równo na glebie i wesoło raczą jedzeniem i napitkiem.

Oto jedno z przykładowych zdjęć z niedzielnego pikniku polonijnego:


Piknik w parku Maruyama

Po resztę zaś odsyłam na Hanami w parku Maruyama
sobota, 05 maja 2007
Ciuchcia w Onumie
Tak na próbę - nagranie telefoniczne ciuchci w Onumie:



Onuma numa nej i Hakodate
Tydzień temu wybraliśmy się na wycieczkę krajoznawczą w południowe rejony Hokkaido, bo tam cieplej i zieleniej miało być. Nie było.

Onuma

Pierwszego dnia zatrzymaliśmy się w parku Onuma, znanym z dwóch dużej wielkości stawów, lub też małych jezior, zależy jak patrzeć. O pogodzie można powiedzieć, że było przyzwoicie ciepło i nie padało. Niestety nie na tyle ciepło, żeby było się czym chwalić w Sapporo. Samo miejsce jest bardzo przyjemne, co widać na zdjęciu poniżej i innych zdjęciach na flickrze:


Widok na Onumę

Większe z jezior jest usiane malutkimi wyspami, połączonymi mostami. W sumie są tam dwie trasy, którymi można się przechadzać z wyspy na wyspę. Ewentualnie można też wynająć łódź i powiosłować, lub jak my, popedałować na falach jeziora. Na noc zostaliśmy w hotelu Prince, który mógłbym polecić osobom grającym w golfa i lubiącym mikroskopijne baseniki w gorących źródłach. I bardzo drogie obiady. No, ale łóżka były wygodne.

Hakodate

Z Onumy do Hakodate jest już zaledwie jakieś pół godziny pociągiem, więc poniedziałkowe popołudnie spędziliśmy w najstarszym, podobno europejskim w klimacie, mieście na Hokkaido. Ta europejskość szczerze mówiąc nie rzuciła mi się szczególnie w oczy, choć przejażdżka bez biletu tramwajem numer pięć przypomniała mi stare czasy.

Zaliczyliśmy oczywiście obowiązkowe pozycje wycieczkowe, czyli ruiny fortu Goryokaku i stare miasto z konsulatem brytyjskim, katolickim kościołem i jakąś tam rezydencją, po czym udaliśmy się na prawdziwy powód naszej wizyty - miejscowe piwo:



Raczymy się piwem w Hakodate

Hakodate i Onuma są nastawione na turystyczną kieszeń i wszystko kosztuje cholernie drogo, więc i przy piwie raczyliśmy się nim z miniaturowych szklaneczek po cenie dwulitrowych kuflów, ale niech tam, być w Onumie i nie spróbować Indian Pale Ale (drugie najgorsze piwo świata), to jak być w Hakodate i nie spróbować Weizen (najgorsze piwo świata i układu słonecznego). Serdecznie polecam.

poniedziałek, 09 kwietnia 2007
Polskie godło


Zabawkowa tarcza z polskim orłem znaleziona w sklepie stujenowym. Nie jestem pewien, czy to nie obraza insygniów narodowych.
środa, 28 marca 2007
Pokrywa w Sapporo

Manhole cover in Sapporo, originally uploaded by estiej.

Jak widać nawet Sapporo ma swoje własne tajne masońskie powiązania.

Kiedy zaczyna się wiosna?
Na dobrą sprawę zaczęła się w lutym, gdy na drzewie znaleźliśmy bazie:


Akiko z baziami

Na dobrą sprawę zaczęła się tydzień temu, w dzień zrównania dnia z nocą, który w Japonii jest dniem wolnym od pracy. Udaliśmy się wówczas do lokalnego onsenu, gdzie wymoczyliśmy tyłki w gorącej wodzie wraz z dziesiątkiem innych nagich ludzi.
Na dobrą sprawę zaczęła się w niedzielę, kiedy temperatura sięgnęła powyżej dziesięciu stopni i świeciło słońce.
Dla mnie jednak zaczęła się dzisiaj, gdy po raz pierwszy tego roku wsiadłem na rower i popedałowałem na polonijny lunch. Szkoda tylko, że pierwszego dnia wiosny padał śnieg.
niedziela, 18 marca 2007
Czarny pas Akiko
Z okazji drugiej zimy w tym roku wybraliśmy się na gorące Kyushu. A właściwie do domu towarowego Maruimai, gdzie sprzedawano kyushańskie żarcie. Z tej okazji zakupiliśmy najdroższe w naszej historii ciasto truskawkowe, smażone kurczaki i smażoną rybę fugu. Tak, tę trującą rybę rozdymkę, czy jak jej tam na imię.
Akiko smakowała, mi tak sobie, choć możliwe że pewien odruch wymiotny wiązał się raczej z moimi oczekiwaniami rychłego i bolesnego pożegnania się z tym światem, niż z samymi doznaniami smakowymi.

I jak tak sobie się przechadzaliśmy po śródmiejskim Sapporo rozmowa jakoś zeszła na japońską kaligrafię, gdyż wcześniej Akiko wspomniała, że ma dan w shodo. Ja jakoś słabo kontaktuję ten japoński, więc po kilku godzinach dopiero dotarło do mnie, że już kiedyś to słowo "dan" słyszałem. I ni stąd ni zowąd musiałem się jej spytać - To znaczy, że masz czarny pas w kaligrafii?
- Tak - odparła dumnie posiadaczka czarnego pasa i czarnej kurtki zimowej.


wtorek, 13 marca 2007
Stary niedźwiedź mocno śpi
Chciałem napisać już wczoraj, ale nie dałem rady. Wszystko boli. Wczoraj od samego rana Akiko zerkała na mnie z niewyspanym wyrzutem.
- Co jest?
- Nie pamiętasz?
- Nie.
- Nie pamiętasz, jak cię budziłam w nocy?
- Nie. A co, znowu zgrzytałem zębami?
- Gorzej. Najpierw mi się śniło, że jestem na placu budowy, później, że w samochodzie, później, że w pociągu...
- Aha.
- W końcu się obudziłam, chrapałeś tak niemiłosiernie, że cię obudziłam.
- Na serio?
- No, spytałeś się, czy chrapiesz i usnąłeś znowu.
- Nic nie pamiętam.
- Ja ci to popamiętam!

Na swoje usprawiedliwienie mogę jedynie powiedzieć, że byłem bardzo zmęczony i obolały po niedzielnym nartowaniu.
No więc nartowanie. Wybraliśmy się w niedzielę, bo jak się okazało, był to ostatni dzień sezonu narciarskiego. Śnieg był faktycznie stary i twardy jak tygodniowy chleb. Na dodatek wiał wiatr na tyle silny, że chwilami wystarczało stać prosto i jechało się samemu.
Resztę niech opowiedzą zdjęcia:
 http://www.flickr.com/photos/38679056@N00/sets/72157594584245623/
i filmik:

niedziela, 18 lutego 2007
Piwo ryżowe i nie tylko
Ostatnio zajrzałem na wątek Co was szokuje w Japonii i przypomniało mi się jedno odkrycie dokonane po sześciu latach pobytu w Sapporo - większość tutejszych piw warzy się z dodatkiem ryżu, kukurydzy i skrobii. I to nie są jakieś podłe happoshu (pieniste napoje) a porządne piwa, które mi osobiście całkiem smakują, na przykład Kirin Lager:




Na szczęście są też piwa warzone metodą bardziej tradycyjną, przy użyciu wyłącznie pszenicy i chmielu i od przesiadam się na Sapporo Classic i Kita no Syokunin (profesjonalista z północy, dostępne tylko na Hokkaido :)
piątek, 09 lutego 2007
Sześć lat za...
Za co można dostać sześć lat? Za "kierowanie gangiem", za "podrabianie lub kradzież środków płatniczych", jak i za "gwałt na siostrzenicy". Jak widać są to poważne wyroki. Ja tylko tak sobie myślę, że rok temu pięć lat wydawało się jakoś dużo krótsze. A co dopiero będzie z dożywociem?

Na weselszą nutę - mamy nowy komputer, który bardzo przyzwoicie śmiga. Trochę się broniłem przed vistą i miałem nadzieję, że zamiast tego przesiądę się na Linuxa, ale po mniej więcej pięciu dniach walki komputer mniej więcej działa, jak powinien. Hip hip hurra.
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 8